You are here:  / Dieta przepisy / Kawa i kofeina, czyli przyjemne z pożytecznym

Kawa i kofeina, czyli przyjemne z pożytecznym

Kawa i kofeina, czyli przyjemne z pożytecznym
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Na temat picia kawy narosło tyle mitów, że trudno odróżnić prawdę od fałszu. Sytuację, jak to mają w zwyczaju, zaciemniają też naukowcy, publikując sprzeczne ze sobą wyniki badań. Jak zatem z zalewu bezsensownych informacji wydobyć te, które nas interesują? A interesuje nas to, czy kawa wpływa na odchudzanie, czy nie. Odpowiedź brzmi nie. Ale to nie koniec, bo tak naprawdę to nie kawa, a zawarta w niej kofeina ma działać wyszczuplająco. Tak więc już na dzień dobry wyrzucić możemy ze swojej diety kawy rozpuszczalne. Raz, że są to produkty wysokoprzetworzone, dwa – że prawdziwego kawosza ich smak po prostu obraża (tak jak fast food obraża miłośnika dobrego jedzenia), trzy – że kawa rozpuszczalna zawiera mniej kofeiny od zwykłej. Pisząc zwykła, nie mamy oczywiście na myśli pospolitej „zalewajki”, tylko kawę z ekspresu. Zawarta w niej wysoka dawka kofeiny powoduje niewielkie, ale zawsze, efekty odchudzające. Z czego one wynikają? Otóż kofeina to łagodny termogenik, delikatnie wspierający proces produkcji ciepła przez nas organizm. Wzmaga też przemianę materii. Poza tym pobudza, dodaje energii i wspiera wysiłek umysłowy.

Kawa podawana w rozsądnych ilościach osobom, które nie mają kłopotów z krążeniem, jest całkowicie bezpieczna nawet w stałych, sporych dawkach. Wszystko dlatego, że kofeina jest wydalana z moczem i nie kumuluje się w organizmie. Nie należy jednak przesadzać, kofeina bowiem ma właściwości uzależniające. Najlepiej poszukać złotego środka, a kofeiny szukać także w innych produktach, choćby guaranie.

Jeśli jednak wypijasz zaledwie jedną filiżankę kawy, na przykład witając dzień, warto zadbać o to, żeby miała jak najwięcej kofeiny w składzie. W końcu dlaczego przy małej czarnej nie spalić kilku kalorii więcej, jeśli jest taka możliwość? Absolutnym liderem zawartości kofeiny jest ziarno robusty ugandyjskiej i kongijskiej. W jednej filiżance takiej kawy (dostępna w specjalistycznych sklepach dla kawoszy lub tzw. „kolonialnych”, warto ją jednak zmieszać, bo jak każda robusta ma dość specyficzny aromat) znajduje się grubo ponad 300 mg kofeiny. Dla porównania większość pozostałych nie przekracza 200 mg, a etiopska mokka ma jej zaledwie 160 mg. Jako, że bezpieczna dawka kofeiny, to maksimum 400 miligramów dziennie, duża filiżanka takiej kawy załatwi nam sprawę na cały dzień.

W Polsce jest jednak spora grupa ludzi, którzy w ogóle nie piją kawy, przedkładając nad nią smak herbaty. Herbata też ma w składzie kofeinę, ale jej ilość jest znacznie mniejsza. Jeśli więc chcą wspomóc się kofeiną, mogą pijać wspomnianą guarane (ewentualnie colę light, która ma w składzie około 50 miligramów kofeiny, choć tego ostatniego rozwiązania jednak nie polecamy). Dostępne są także pastylki i suplementy z kofeiną, które rozwiązują poranny dylemat – kawa czy herbata. Tabletki te można też śmiało stosować zamiast popularnych (i nieobojętnych dla zdrowia) napojów energetycznych.

Producenci i przykładowe ceny
(ActivLab) Caffeine Power – 60 caps – 26 złotych 40 groszy
(MVP) Caffeine 200 – 100 caps – 29 złotych
(4EverFit) Kofeina – 100 caps – 39 złotych, 99 groszy

Felietony: